czwartek, 22 sierpnia 2013

mission: hollywood

Co to był za dzień !
Półprzypadkiem i z drobnymi problemami lokalizacyjnymi, odnalazłyśmy z K. Centrum Lubelskiej Kultury (już byłam bliska pisania manifestu odnośnie braku kultury). Dziś odbywał się tam casting do offowego filmu. Trochę z nadzieją na przygodę życia, trochę z racji samosprawdzenia wzięłyśmy w nim udział.
Niesamowita rzecz :D

                         Organizatorem przesłuchań był zespół filmowy Phi klik

Z lekkim spóźnieniem, dotarłyśmy na miejsce ok. 11. Rozejrzałyśmy się po korytarzu, gdzie siedziało mniej więcej dwadzieścia osób w przeróżnym wieku. Wypełniłyśmy formularze, dostałyśmy role do zaprezentowania i czekałyśmy... Ponieważ trwało to dosyć długo, kręciłyśmy się po okolicy (w sumie nasza kolej przyszła dopiero po 4 godzinach) okropnie się stresowałyśmy. Kilka razy przyszła nam myśl do głowy "Po co tu przyszłyśmy, uciekamy stąd". Ale zostałyśmy. I nie żałuję tego ani trochę!

                                         Powtarzam mój tekst! (ach, ta jakość!)



                                                              Instrukcja


Spotkanie z komisją było dla mnie świetnym doświadczeniem. Oprócz tego, że byli super sympatyczni, to pomogli pokonać mi mój ogromny strach. Teraz czekam na to co będzie dalej !
P.S. Pozdrawiam K serdecznie! Wiem, że to czyta :* Wydręczyłam Cię powtarzaniem tekstu, powodzenia w zdobywaniu numerów!

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

WAKACYJNIE

            Z serii: jak polubiłam smak gorzkiej czekolady i przesłodzonej herbaty z cytryną.

Tegoroczny wyjazd w góry był niesamowity. Poznałam Tatry od tej "właściwiej" strony oraz zrozumiałam ludzi gór. Trekkingowe buty i  ćwierćwieczny, pomarańczowy plecak z obowiązkowym aparatem i termosem w środku - nieodłączne elementy codziennych wypraw. Nieoblegane, niezatłoczone miejsca, to jest to!  Dziwi mnie fakt, że osoby wybierające się gdzieś w okolice Zakopanego często ograniczają się do Morskiego Oka, Kasprowego Wierchu czy Giewontu.

                                 Widok z naszego okna, w jurgowskim pensjonacie

Uczucie, którego doświadczałam przekraczając nowe szklaki, jest ciężkie do opisania i na pewno nie zostanie przeze mnie zapomniane. I nie chodzi to, że chodząc po Tatrach słowackich wielokrotnie myślałam, że umrę ze zmęczenia (pozdrawiam swoją fatalną kondycję!) ,a moimi ostatnimi słowami będą "dobry djen" :) Ludzie, których spotykałyśmy,byli  wyciszeni, szczęśliwi, tak bardzo ulegli urokowi gór. Wkrótce i z nami się to stało. Wszechobecna życzliwość.  Tak, przebywając w górach ponad tydzień dostałam ogromny zastrzyk życzliwości. od natury, która była dla nas zadzwiająco łaskawa, i od turystów przez wielkie T. Miałyśmy parę kryzysowych sytuacji, z których jakoś udało nam się wybrnąć dzięki pomocy innych, co pozwoliło przywrócić nam wiarę w porządek świata  :)

Uważam, że osoby nieszczęśliwe, które mają taką możliwość powinny wyjechać w góry, urządzić sobie pieszą wędrówkę, zmęczyć się, i spojrzeć z innej perspektywy na swoje życie. Góry, oprócz tego, ze kształtują charakter, naprawdę pomagają człowiekowi ustalić życiowe priorytety.

Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze tam wrócę!  Ale teraz marzy mi się wyjazd nad morze :)

PS. Dodaje tylko jedno zdjęcie, ponieważ w obliczu górskiego wyczerpania, moje zamiłowanie do fotografowania lekko ucierpiało (doświadczyło ciągłej ignorancji). Nieliczne zdjęcia, które zrobiłam albo na których jestem ja, bardzo przerażają i kompletnie nie nadają się do upublicznienia </3